Niedługo po teście luksusowej wersji Skody Octavii Combi 3. generacji przyszedł czas na kolejny długodystansowy test. Tym razem… Skoda Octavia 3. generacji. Również bardzo dobrze wyposażona i w podobnej cenie. Mimo tych podobieństw całkowicie inny samochód. Mowa bowiem o wersji RS, czyli samochód o sportowych zacięciach. Był ze mną przez calutki tydzień, a tym wstępem zaczynam relację ze wspólnego czasu razem.

Wygląd

DSC_0086Poprzednia Octavia, którą testowaliśmy to elegancki samochód niewyróżniający się z tłumu. Czerwono-krwiste RS prezentowało w tej kwestii ogromne różnice. Wielkie 19-calowe felgi o ciekawym wzorze, wyróżniający się lakier, spojler na tylnej klapie.

Większość osób widząc ten samochód na ulicy, zwracała na niego uwagę. Nawet tak prozaiczna czynność, jak tankowanie (które niestety odbywało się często, ale o tym później) wzbudzała ogromne zainteresowanie.

Można by powiedzieć: to tylko Skoda, ale w tej wersji, w której jej wyraźne linie zostały jeszcze bardziej podkreślone (przód jest wręcz genialny) naprawdę robi wrażenie. Uważam, że jedynie kolor budził zastrzeżenie – ale to już 100% kwestia gustu. Dla mnie idealna byłaby wersja czarna lub w jasnym granacie.

DSC_0007Wnętrze

Tutaj sprawa ma się podobnie. W testowanej wcześniej wersji Elegance miałem do czynienia (jak sama nazwa wskazuje) z elegancką jasną tapicerką – połączenie skóry z alcantarą. W wersji RS (a jakże) wnętrze zdominowała agresywna czerń, ze świetnie pasującymi do lakieru czerwonymi wstawkami. Kubełkowe fotele obite w całości skórą, potrafiły odpowiednio przytrzymać w szybko pokonywanych zakrętach.

Dłuższa podróż? Wygodnie, ale plecy potrafiły się zmęczyć. Ale myślę, że 1000 km potrafi zmęczyć plecy w każdym fotelu.

Wyposażenie

Jednym słowem kompletne. Brakowało tylko świetnej skrzyni DSG, z którą miałem przyjemność zaznajomić się w poprzedniej Octavii. Wielu z Was stwierdzi – prawdziwy manual jest najlepszy. Do czasu poznania DSG zgodziłbym się z Wami, ale po górskich podróżach Octavią ze skrzynią DSG chyba wolałbym właśnie tę skrzynię.

Wielki jej plus widać w mieście, gdzie i tak nie czerpiemy zbytniej radości z jazdy, a ciągła zabawa ze sprzęgłem nie sprawia nam problemu, bo go najzwyczajniej w świecie nie ma.

DSC_0005Jeśli chodzi o multimedia to testowana Skoda Octavia RS wyposażona była również w system nawigacji COLUMBUS z wielkim dotykowym ekranem. Dla nie wtajemniczonych – można było robić na niej praktycznie wszystko: nawigować, odtwarzać multimedia z pendrive, telefonu lub karty, odczytywać czujniki parkowania, sprawdzać komputer pokładowy. Prawdziwy kombajn.

Pamiętacie, jak w poprzednim aucie miałem problem z aktywnym tempomatem? Nie dało się go uruchomić. W modelu RS jego poprawne działanie sprawiło, że podróżowanie okazało się bezpieczne i komfortowe. Podczas wyprawy do Holandii, po której przemierzyłem kilkaset kilometrów okazał się niezastąpiony.

Holandia to kraj fotoradarów, dlatego możliwość ustawienia sobie określonej prędkości pozwalało nie myśleć o prędkości. Jest jednakże minus takiego rozwiązania. Powoduje ono, że mniej skupiamy się na jeździe i po którejś setce kilometrów danego dnia znużenie daje się we znaki jeszcze bardziej. Podróżowanie jednak na codzień po takim kraju wydaje mi się wręcz niemożliwe bez tempomatu.

Poprzednio pisałem też o znakomitym oświetleniu jakim Octavia w wyższych wersjach wyposażeniowych dysponuje. Tutaj odkryłem dodatkowe reflektory skrętne przy niewielkich prędkościach oraz automatyczne wyłączanie długich świateł gdy z przeciwka pojawia się inny pojazd.

Niestety funkcja okazywała się nieidealna. Raz nie wyłączyła mi świateł, a innym razem wyłączyła, ale nie włączyła ich spowrotem. Do dopracowania…

Testowana wersja RS miała jeszcze jeden “bajer”: wielki otwierany szklany dach. Sprawa świetna do powolnego spaceru w korkach lub nadmorskim bulwarem. Przy wyższych prędkościach jednak robi się głucho, szumi i dudni. Lepiej zamknąć i ustawić klimatyzację na stan “just so” jak to mówią w Top Gear.

Jazda i silnik… i sport

DSC_0034Jazda to tak naprawdę najważniejsza sprawa w tej wersji. Bo, szczerze, jeżeli ktoś nie zamierza co jakiś czas przelecieć się autostradą lub wybrać się na kręte górskie drogi czy nawet na tor, to chyba nie do końca potrzebny mu ten samochód. Ok, dużo ludzi kupuje Porsche czy nawet Ferrari by “powozić się” po mieście – inna kwestia.

Chodzi mi o to, że auto to uwielbia szybką jazdę, zarówno po tych prostych autostradowych duktach jak i krętych górskich szlakach. Na szczęście przetestowałem czerwonego potwora w obu środowiskach. I oba potwierdziły moją tezę – były dla niego naturalne.

220KM z dwulitrowego TSI dzięki turbosprężarce powodowały, że samochód dość ochoczo przyspieszał nawet powyżej 200 km/h na niemieckiej autostradzie. Przyspieszał, aż do lekko ponad 250 km/h i nawet przy tej prędkości nie okazywał się nerwowy. Naturalnym jest, że jazda z taką prędkością wymaga 200% skupienia, ale nie wywoływała strachu.

Jednodniowa wyprawa do Czech (a jakże!) dała mi okazję wypuszczenia czeskiego stadka koni mechanicznych na kręte drogi. Skoda Octavia RS bez problemu utrzymywała się w liniach nawet przy prędkościach – dyplomatycznie rzecz ujmując – lekko niedozwolonych. Mimo braku napędu 4×4 potrafiła przyssać się do nawierzchni i pozwoliła na dużo.

W tym miejscu warto dodać, że przy ostrzejszym ruszaniu, ESP musiało kilka razy interweniować. Wszak nie ma się co dziwić patrząc na moc.

A teraz trochę o sporcie. Największą niespodzianką wyjazdu do Holandii był wjazd na tor w Zandvoort. Miłośnicy Formuły 1 wiedzą, że jeszcze kilka lat temu odbywało się tam Grand Prix. Niespodziewane 2 kółka na torze dały mi do zrozumienia, że 220KM nawet w sedanie to już naprawdę wystarczająco. Auto przemknęło dwa okrążenia w dużym tempie mimo, że (aż wstyd się przyznać) była to moja pierwsza styczność z torem wyścigowym. Niestety interwencja obsługi zgasiła większy zapał. Jednak jak to na Holandię przystało, nie było żadnego problemu, żeby porobić jeszcze kilka zdjęć i spokojnie odjechać.

Warto trochę wspomnieć o komforcie. Siłą rzeczy Octavia RS jest nieco utwardzona, by lepiej pokonywać szybkie zakręty i zachowywać się stabilnie podczas prędkości autostradowych. I siłą rzeczy ma to również wpływ na komfort. Swoje robią też 19-calowe felgi, na które notabene trzeba ekstra uważać, by ich nie uszkodzić… Wszystko to sprawia, że wyraźnie czujemy, kiedy jedziemy po chociażby wrocławskiej kostce, czy betonowej autostradzie z przerwami dylatacyjnymi.

Funkcjonalność

DSC_0084Oczywiście do poziomu kombi ciężko wyrównać, ale w praktyce sedan niewiele różni się praktycznością. Warto też doprecyzować jedną kwestię – Octavia to przecież nie sedan, a liftback. A to zdecydowana różnica, bo otwieramy całą tylną klapę, otrzymując idealny dostęp do przepastnego bagażnika.

Standardowy pakunek w postaci 4 skrzynek piwa i 2 toreb wskoczył do bagażnika bez nawet minimalnego problemu.

Koszty

Tak jak wspomniałem we wstępie, cena testowanego modelu była bardzo zbliżona do poprzedniej wersji – ok 140 000 zł. Dla wielu może się wydać, że jest to dużo “jak za Skodę”. Ale spójrzcie na to tak: otrzymujecie kompetentny samochód na każdą okazję. Przemkniecie przez pół Europy, przefruniecie po krętych górskich drogach, w spokoju przejedziecie przez zatłoczone miasto i przewieziecie kilka skrzynek piwa. Na tylnej kanapie wstawicie spokojnie 2 foteliki dla dzieci, albo przewieziecie swoich przyjaciół w komforcie.

Teraz czas na mniej miłe informacje. Spalanie. W trakcie testu potrafiło się dość mocno zmieniać. Poniżej podsumowanie różnych sytuacji:

  • droga ekspresowa w Polsce – pierwsze spotkanie czyli pełne obciążenie silnika – 15 l/100
  • średnie spalanie w mieście – 13 /100
  • niemiecka autostrada – stała jazda z wysoką prędkością w granicy 180-220 – 12 litrów
  • jazda po przepisowej Holandii – spadek średniego spalania do 7 l/100
  • dwa okrążenia po torze w Zandvoort – prawie ćwierć baku…

Podsumowanie

Najważniejsze pytanie: czy kupiłbym ten samochód? Tak. Za kwotę 120 000 (od takiej zaczynają się ceny wersji RS) nie widzę wśród aut nowych tak wielostronnego pojazdu. Za spokrewnionego technicznie Golfa GTI dacie nieco więcej, a bagażnik będziecie mieli mniejszy. Za “niemców” klasy premium dacie prawie dwa razy tyle. Nie porównuję tu oczywiście z autami używanymi, bo to nie ma większego sensu. Za te pieniądze kupicie wielkiego SUVa lub dużą limuzynę – oczywiście kilkuletnie.

Ocena – 5 za wspomnianą wszechstronność.

  • wygląd, ale to kwestia gustu,
  • wszechstronność,
  • prowadzenie,
  • dynamika silnika.
  • miejscami wątpliwy komfort podróżowania – spowodowane przez duże felgi i utwardzone zawieszenie,
  • spalanie – zresztą czego się spodziewać po 2-litrowej benzynie z turbo…

Galeria zdjęć