Motoryzacyjna Mapa Europy, część pierwsza – Włochy

Lecimy!

Już od dość dawna planowałem napisać kilka słów o stereotypach kierowców Europy – stereotypy, wiadoma sprawa, temat dość śliski. Niemniej oparte na pewnych spostrzeżeniach czy cechach narodowych. Napisać też zawsze chciałem kilka słów odnośnie tego, jak po prostu wygląda ruch motoryzacyjny w danym państwie. Z racji tego, że miałem niedawno okazję odbyć dłuższa podróż samochodem stwierdziłem, że oto nadarza się doskonała okazja, aby napisać to i owo.
Na pierwszy rzut idą włoscy kierowcy. Pierwsze skojarzenie z Włochami? Ano Mariano Italiano! Markowe ubrania, tony żelu na głowie, macho, wiecznie opalony, ściągający na siebie uwagę wszystkich kobiet w promieniu 10km. Wydawać by się również mogło, że identyczne będą ich samochody.

Otóż nie! Włoscy kierowcy są fatalni. Kierunkowskaz to chyba dodatkowe wyposażenie samochodu, którego przypadkowe użycie może skutkować zdetonowaniem bomby atomowej nad Rzymem. Albo podwyżką cen paliw (które we Włoszech są i tak horrendalnie wysokie – ponad 7 zł za litr!) albo innym nieszczęściem, którego każdy się obawia i dlatego pozostawia kierunkowskazy w spokoju. Ileż razy byłem świadkiem sytuacji, gdy samochód prowadzony przez Włocha, na autostradzie (około 130/150 km/h), z włączonym lewym migaczem jechał skrajnym prawym pasem przez 5 kilometrów. A czy to komuś przeszkadza? Albo gdy to Włoszka dojeżdżając do zjazdu z autostrady, mając ku temu wydzielony osobny pas, najsampierw hamuje na rzeczonej autostradzie do około 30 km/h a dopiero potem zjeżdża na pas do zjazdu. A kto bogatemu zabroni ? Nie będę zresztą wspominać takich prozaicznych sytuacji, które pojawiały się niczym grzyby po deszczu – a mianowicie szeryfowie blokujący dwa pasy przed zweżką. Wiem, wiem czepiam się – to samo tyczy się Polski. No albo, czy należy zerkać w lewo wjeżdżając na, niesłychanie popularne we Włoszech, ronda? No, przeca że również nie – wszak we Włoszech nie obowiązuje zasada ograniczonego zaufania do innych uczestników ruchu drogowego. Tam obowiązuje zasada totalnego zaufania – no przecież to jest nie do pomyślenia, aby ktokolwiek mógł się tak zachować w sposób nam zagrażający. Dżungla, proszę ja Państwa, dżungla!

A co z samochodami Włochów? Można się łatwo domyśleć – nie są ani macho, ani wysmagane, ani sportowe, ani porywające. Są dokładnie takie, jak jazda Włochów. Czyli poobijane, przytarte, zaniedbane. A do tego małe. Niewiele samochodówt spotykałem we Włoszech, które naprawdę by przyciągały oko. Spodziewałem się zalewu Ferrari, Pagani czy Lamborghini (wszak to ich ojczyzna) – niestety, zadowolić się musiałem jedynie kilkoma Ferrari oraz Maserati.
Najliczniejsze przedstawicielstwo posiada oczywiście Fiat. Panda, Multipla, 500 – to są prawdziwi królowie włoskich szos. Do tego dochodzi całkiem pokaźna rzesza Berlingo, Doblo czy Kangoo, które w rękach przedstawicieli handlowych (na ile rozumiałem włoskie reklamy, zamieszczone na tychże samochodach) stanowiły jedyną grupę pojazdów, które zasuwały wielce zdrowo. Szczególnie tam, gdzie nie było ku temu warunków 🙂

Mariano Italiano w natarciu… ?

Jednakże, cały ten obraz Włochów jeżdżących jak popadnie, mających za nic podstawowe zasady ruchu drogowego, upalających te małe popierdzielajki (często mocno zmasakrowane) stanowi pewien, w zasadzie, przyjemny obraz. Włochy jako takie, też nie są zbyt czyste i poukładane. Od tego są Niemcy – ordnung muss sein! – tam, życie toczy się swoim torem. Zajechałem komuś drogę? Oj tam, wielkie mi halo. Jak komuś zaparkuję na reflektorach przednich? Oj tam, kupi sobie nowe. Przytarłem komuś samochód parkując swój? Wielka mi sprawa, w tym tygodniu jeszcze niczego nie zepsułem. Włosi nie przejmują się takimi sprawami, mają ciekawsze rzeczy do załatwienia – podziwienie ich pięknych widoków, rozkoszowanie się świetnym jedzeniem no i unikanie upałów. I wiecie co? To wszystko ma swój pewien, nawet ciekawy, urok – widać, że Włosi nie jeżdżą tak celowo. Nie mają samochodów tak zdezelowanych celowo. Oni po prostu tacy są. Wiecznie z dala od codziennych kłopotów.

Może właśnie dlatego, Włosi to taka pogodna nacja (ale zarazem straszni kierowcy)… ?