Mimo mojej niechęci do nowych samochodów, która ostatnio się wzmocniła, postanowiłem wybrać się na najważniejszą imprezę motoryzacyjną w Polsce czyli Motor Show 2017.

Edycję zeszłoroczną opuściłem, a w 2015 miałem okazję oglądać wystawę w pierwszy dzień czyli podczas Press Day (pełna relacja dostępna jest tutaj).

Tegoroczne targi odwiedziłem w sobotę wraz z moim drogim kolegą Wojciechem. Wyjechaliśmy skoro świt (no dobra, było trochę po 8:00) z Wrocławia, trasą nr 5 aka “przez mękę i korki” i po prawie 4 godzinach dotarliśmy na miejscie.

Niestety ilość ludzi w ten dzień była, delikatnie mówiąc, baaardzo duża. Przez niektóre stoiska trzeba było się na prawdę przeciskać. Popularność tych targów jest spora, a też sami producenci stają na wysokości zadania i przywożą do Poznania wiele modeli.

W przeciwieństwie do wizyty sprzed dwóch lat tym razem zdjęć wiele nie zrobiłem. Powodem tego jest to, że na każdym zdjęciu byłoby więcej ludzi niż samego samochodu.

Interesowaliśmy się każdą marką. W pierwszym kontakcie udało nam się akurat trafić na stoisko Mercedesa, które mimo tłumów, prezentowało się znakomicie. Było tam to co najbardziej mnie ostatnio jara, zaraz obok Saabów – mowa o klasycznych Mercedesach. Wśród nich wersje AMG typoszeregu 124, piękna 190-tka w wersji Evolution 2 oraz niebieski SEC (C126) w przesadzonej cenie.

Niespodzianką z przyszłości był prototyp, którego nazwy nie pamiętam…

…oraz AMG GT w wersji torowej.

Przechadzając się po kolejnych halach rozglądaliśmy się po ofercie producentów. Można było zauważyć samochody każdej praktycznie marki dostępnej u nas. Jak dla mnie rozczarowało stoisko BMW z chyba tylko 4 autami, ale za to Volskwagen musiał się pokazać należycie prezentując całą halę samochodów z Arteonem roli głównej. Muszę przyznać, że to niebrzydkie auto… jak na VW. Całkowitym przeciwieństwiem jest nowa Octavia, która wygląda wręcz ohydnie z tymi przeprojektowanymi lampami. Ubolewam nad tym faktem, bo Octavia III generacji to jedno z niewielu nowych aut, które mi się naprawdę podoba…ło.

Naszą uwagę mocno przykuło skromne, ale i tak efektowne, stoisko Aston Martina z nowym DB11. Muszę przyznać, że auto prezentuje się znakomicie, ale jednak starsza generacja z Vanquishem na czele, postawionym zaraz obok, wywołuje u mnie większe podniecenie.

Na koniec niespodzianka – stoisko Ferrari. Tłumy jak zawsze przy autach egzotycznych, ale warto było przecisnąć się do przodu by zobaczyć Ferrari LaFerrari Spyder. Auto, którego chyba nie trzeba przedstawiać. Auto, którego już raczej nie zobaczę na żywo, a napewno nie na ulicy.

Ostatni rzut oka na polskie superauto Arrinerę,

Kię Stinger…

i idziemy coś zjeść.

Super, że taka impreza w Polsce się odbywa, ludzie mogą sobie pooglądać różnego rodzaju samochody na żywo, ale te tłumy psują zabawę. Ale co się dziwić skoro to najstarsze i największe targi w Polsce.

Ja czekam już na Retro Motor w listopadzie, też na targach poznańskich. Do zobaczenia.