Dzisiaj kolejny z cyklu mini testów. Po wcześniejszym teście tego typu, szarozielonego Mini, przyszedł czas na jeszcze mniejszy pojazd. Tak, dokładnie – Smart ForTwo. Jestem wielkim fanem Smarta ForFour – to wiecie. Ale co do jego młodszego (i mniejszego!!!) brata nigdy nie miałem przekonania.

Ogólne wrażenia

Szczerze mówiąc słabe. Testowałem auto, które było wersją jeszcze sprzed liftingu. Oczywiście pierwszej generacji, czyli prawdziwy początek. Auto już od uruchomienia wydało mi się toporne i (paradoksalnie) ciężkie.

Jazda

Nie było jej za dużo – w końcu mini test. Krótka przejażdżka po osiedlu jednego z holenderskich miast, dała mi do zrozumienia, że do tego typu auta trzeba się zwyczajnie przyzwyczaić. Jedyne, co było świetne, to manewrowanie. Podczas cofania oglądasz się za siebie, spoglądasz w dół, a tam już ulica.

Miałem “przyjemność” obcowania z wersją z silnikiem diesla – małe 0.8-litra ukryte pod podłogą bagażnika, miedzy tylnymi kołami. Jak to na kilkunastoletniego diesla przystało kulturą nie grzeszył. W lekkie zamotanie wprawiła mnie też zautomatyzowana skrzynia. Nie do końca skumałem jej przełożenia.

Podsumowanie

Smart ForTwo to dziwny samochód. Generalnie na przednich siedzeniach (po co tak napisałem – przecież to jedyne siedzenia) jest całkiem przestronnie. Do bagażnika wejdą zakupy na kilka dni. Od właściciela dostałem informację o spalaniu w okolicy 3 litrów na setkę (po przepisowej, autostradowej Holandii). Niby całkiem nieźle, ale auto całkowicie nie trafiło w moje gusta. Poszedłbym już w stronę jakiegoś Lupo z oszczędnym dieslem – pomieści 4 osoby, a też można nim wszędzie zaparkować…