Jeszcze krótko przed tegoroczną edycją Retro Motor w Poznaniu, podczas, której miałem możliwość zorganizowania stoiska poświęconego marce Saab przeprowadziłem test następcy mojego Saaba – również modelu 9-5, ale po drugim faceliftingu. Model ten wśród Saabiarzy nazywany jest Paskudą za sprawą tych dziwnych obwódek wokół lamp przednich. Z początku istnienia modelu wywoływał skrajne reakcje, ale teraz z czasem, gdy widzieliśmy już naprawdę dziwne motoryzacyjne twory, może się podobać. Mnie ten model bardzo się podoba i już niecały rok po eksploatowaniu mojego “polifta” rozważałem wymianę właśnie na ten model.

Historia modelu

“Ale czekaj, czekaj – paskuda, polift, co to za dziwny slang?” – zapytacie. Ok już wyjaśniam, co jest czym.

Model 9-5 został zaprezentowany w roku 1997 w takiej oto postaci:

Ten model jest nazywamy w społeczności Saabowej – “przedlift”.

W 2001 roku Saab zafundował modelowi 9-5 delikatny lifting: z zewnątrz zmienił się lekko grill z przodu (połączony teraz ze zderzakiem) i odświeżone zostały lampy z tyłu. Plus kilka zmian we wnętrzu i podobno mocno dopracowano konstrukcję pod względem trwałości i niezawodności, ale myślę, że to bardziej kwestia eksploatacji danego egzemplarza.

Ten model, jak się pewnie spodziewacie, określany jest jako “polift”.

I teraz bohater artykułu – model zaprezentowany podczas targów motoryzacyjnych we Frankfurcie w 2005 roku i produkowany od drugiej połowy 2005 (nie spotkałem się jeszcze z tym modelem w roczniku 2005, bardziej 2006-2010).

No i ten model właśnie nazywany jest “paskudą”.

W tym miejscu warto wspomnieć jeszcze o kolejnej generacji modelu 9-5 produkowanej w latach 2010-2012 i nazywanej NG (New Generation), który nie miał nic współnego z poprzednikami – był oparty o płytę podłogową i rozwiązania techniczne Opla Insignii.

Saab 9-5 2.3T “Paskuda”

Wróćmy do naszej paskudy. Na wstępie chciałbym podziękować Łukaszowi, dzięku któremu miałem styczność z autem. Tutaj ciekawostka – Łukasz to poprzedni właściciel mojego auta, który postanowił odświeżyć model i sprowadzić nowsze 9-5 (rocznik 2009) z Ameryki. W tym miejscu wielkie podziękowania i słowa uznania dla Łukasza, za to, że utrzymał moje auto w tak dobrym stanie. Jestem zobowiązany kontynuować jego “dzieło” i też widzę, że opisywany model jest w należytym stanie.

Słowo wstępu od Łukasza o jego egzemplarzu:

SAAB 9-5 2.3T z 2009 roku w wersji amerykańskiej jest to defacto wersja Aero bez Aero. Oznacza to, że samochód został wyposażony w komponenty z wersji Aero, np. osprzęt silnika, obniżone zawieszenie, czy większe tarcze hamulców. Brak jest jednak wizualnych elementów wykończenia z Aero.

Wygląd

Mimo tych wszystkich ozdobników z przodu, od razu widać, że jest to Saab. Linia nadwozia nie zmieniła się w ogóle, auto zostało po prostu odświeżone i wygląda na dużo nowsze jak się je postawi obok poprzednika.

Samochód wygląda dobrze, ale można domyśleć się że jest to facelifitng, po którym często widać, że coś do siebie nie pasuje. Mój polift wydaje się jakby bardziej spójny i wyważony. Oczywiście jest to kwestia gustu.

Wnętrze

W środku samochodu widzimy kolejne zmiany. Kształt deski rozdzielczej został bez zmian, ale już licznik, panel radia i sterowanie klimatyzacją zostały odświeżone. Moim zdaniem, (fakt, jestem subiektywny z uwagi fascynacji starszą motoryzacją), wnętrze straciło nieco swój klimat wersji sprzed 2006 roku.

Nie można się jednak przyczepić do wyposażenia. Saab 9-5 to auto klasy wyższej-średniej co zobowiązuje. Tak Łukasz opisuje wyposażenie modelu:

Jak to na amerykańską wersję przystało, samochód został dość bogato wyposażony. Skórzana tapicerka, elektrycznie regulowane fotele przednie, fotel kierowcy z pamięcią 3 ustawień, podgrzewane fotele przednie i siedzisko tylnej kanapy, dwustrefowa klimatyzacja, oświetlenie pedałów i stóp pasażera. Pewnym uzupełnieniem klimatyzacji jest elektrycznie odsuwany lub uchylany szklany dach. Żeby ograniczyć nagrzewanie pojazdu w słoneczne dni, dostępna jest dodatkowa osłona wewnętrzna, zasłaniająca szklany dach. Ponadto samochód został wyposażony w automatycznie przyciemniane lusterko wsteczne, automatyczne wycieraczki oraz w światła przeciwmgielne. To ostatnie to chyba standard, podobnie jak, elektrycznie opuszczane szyby. Mocną stroną wyposażenia jest z całą pewnością zestaw audio firmy Harman Kardon, odtwarzający dobrej jakości dźwięk z dziewięciu głośników. W skład zestawu wchodzi zmieniarka na sześć płyt CD, wkładanych w główny moduł audio. Możliwe jest również podłączenie zewnętrznego źródła audio za pomocą mini jacka. Za pomocą przycisków na kierownicy możliwe jest też sterowanie radiem i komputerem pokładowym.

Ja od siebie dodam kilka niuansów – przede wszystkim to zauważalna różnica jakości materiałów. Góra deski rozdzielczej w moim aucie pokryta przyjemnym tworzywem, przypominającym skórę. W paskudzie jest to gorszej jakości tworzywo o takiej jakby pospolitej fakturze.

Jedyny minus, to minimalnie gorsza jakość wykończenia. Użyto trochę gorszej jakości plastików. Pytanie, czy to ze względu na cięcie kosztów, czy też specyfikę klienta amerykańskiego?
Zgodnie z amerykańskimi przepisami samochód został dodatkowo wyposażony w specjalny uchwyt umożliwiający otwarcie klapy bagażnika z… wewnątrz. Tak, gdyby kogoś zamknięto w bagażniku, to musi mieć możliwość samodzielnego wydostania się z samochodu.

Dodatkowo jeszcze kilka słów o wersji amerykańskiej. Oczywiście Amerykanie muszą wszystko pod siebie dopasować, dlatego jest kilka rzeczy, o których warto powiedzieć, jako ciekawostkę. Osobiście szukałbym auta z rynku europejskiego.

Co to oznacza? Dodatkowe światła obrysowe z boku przednich kierunkowskazów, inny zbiornik paliwa i wlew. U nas minusem jest częściej odbijający pistolet podczas tankowania i wrażenie zmniejszonej pojemności baku. Chodzi o to, że mimo 68 litrów pojemności baku, najwięcej udało się zatankować jedynie 60 litrów, przy leżącej wskazówce poziomu paliwa. Samochód posiada również rozbudowany system EVAP i nie dokręcenie korka paliwa sygnalizuje komunikatem „Tighten fuel filler cap” na wyświetlaczu SID. Innym amerykańskim akcentem jest lusterko wyposażone w kompas i przyciski do sterowania bramą garażową lub wjazdową. Niestety w Europie ta druga funkcjonalność nie działa z uwagi na fakt innych częstotliwości sterowania. Samochód został również wyposażony w system alarmowy OnStar. System ten w Europie również nie działa. Wprawdzie w Polsce i w Wielkiej Brytanii został uruchomiony, ale tylko dla fabrycznie nowych Opli i Vauxhalli. Centrum pomocy OnStart w Polsce udzieliło informacji, że nie ma możliwości uruchomienia urządzenia w samochodzie, ani nawet instalacji nowego!

 

Wersja amerykańska posiada znacznie więcej różnego rodzaju naklejek ostrzegających o niebezpieczeństwach. Posiada również wskaźnik aktywności poduszki powietrznej pasażera. Ciekawostką jest również… zalecane ciśnienie w oponach. W wersjach Europejskich ciśnienie uzależnione jest od prędkości jazdy. W wersji amerykańskiej ciśnienie jest jedno: 35PSI, czyli nieco ponad 2.4bara niezależnie od obciążenia i prędkości. Apropos jednostek miar, to prędkościomierz wyskalowany jest w milach i kilometrach na godzinę. Pokrętła temperatury tylko w stopniach Farenheita, ale oczywiście to nie stanowi problemu. Wystarczy od danej wartości odjąć 32, a wynik pomnożyć przez 5/9 i otrzymamy stopnie Celsjusza (!). W komputerze pokładowym jednak istnieje możliwość przełączenia jednostek na KM i KM/h przy przeliczaniu spalania i dystansów. Główny licznik pokonanego dystansu i licznik dzienny wyskalowane są już tylko w milach.

Co ciekawe, większość samochodów amerykańskich nie jest wyposażana w elektrycznie składane lusterka i czujniki cofania, bo… nie ma takiej potrzeby. Po prostu Stany nie są tak ciasne jak Europa.

Kolejne różnice, które Łukasz świetnie opisuje, między moim przedliftem, którym sam jeździł, a jego aktualnym samochodem:

Samochód generalnie jest znacznie lepiej wyposażony. Porównując do możliwości wyposażenia opisanego w instrukcji obsługi nie ma jedynie elektrycznie składanych lusterek, czujników cofania (zostały później zainstalowane niefabryczne), wentylowanych foteli i nawigacji satelitarnej.

 

Niestety prędkościomierz nie jest już dwuskalowy, jak we wcześniejszych modelach 9-5. Nowe radio ma taki sobie wyświetlacz, monochromatyczny o dużych pikselach. W panelu klimatyzacji podniesiono nieco ergonomię poprzez likwidację części przycisków i zastąpienie ich pokrętłami. Teraz temperaturę ustawia się pokrętłem, a nie jak wcześniej dwoma przyciskami i wskazaniami wyświetlacza. Zmieniono również procedury zarządzania klimatyzacją. Teraz sprężarka zawsze jest włączona, a żeby ją wyłączyć każdorazowo po uruchomieniu pojazdu należy wcisnąć przycisk ECO. We wcześniejszych wersjach zastosowano procedurę uzależniającą włączenie sprężarki od temperatury otoczenia. Przyciski sterowania tylnymi szybami w poprzednich modelach jakby lepiej wyglądały.

W odróżnieniu od wcześniejszych wersji 9-5, tu wyświetlacz SID został umieszczony pod prędkościomierzem. Również przycisk Night Panel został przeniesiony ze środka deski rozdzielczej, do panelu po lewej stronie kierownicy. Prawdopodobnie konstruktorzy doszli do wniosku, że i tak nie jest wykorzystywany, ale jednak powinien pozostać jako znak rozpoznawczy SAAB’a, więc przenieśli go w mniej dostępne miejsce.

Silnik

Silnik to diametralna różnica jeśli chodzi o mój samochód, który ma 150 KM (najsłabsza wersja silnikowa – 2.0t), a Saaba Łukasza, który ma rzekomo 260 KM. Rzekomo? No właśnie. Z wersją amerykańską nie do końca wiadomo i Łukasz sam nie jest pewny. Były wersje 260KM, ale też takie, któe miały tylko 220KM. Podczas testów przy pomocy złącza OBDII i aplikacji na tablecie udało nam się uzyskać moc ok 220 KM przy bardzo gwałtownym przyspieszeniu i w pełni otwartej przepustnicy.

Moc, mocą, ale dynamika samochodu jest o niebo lepsza niż mojego modelu. Model 9-5 to ciężkie auto (ponad 1600 kg), a silnik naprawdę daje sobie radę z tym samochodem. Pamętajmy jeszcze o automatycznej skrzyni, która nieco tłamsi potencjał silnika – tak to było z automatami starszego typu niestety (ale mimo to nie zamieniłbym sie na skrzynię manualną).

Porównując z poprzednim samochodem wyposażonym w 150 konny silnik (wersja po liftingu, z 2005 roku), z całą pewnością zaletą jest zdecydowanie większa dynamika i elastyczność jednostki napędowej, jednocześnie przy niezmienionym poziomie spalania. 2.3T zupełnie żwawo przyspiesza na piąty biegu.

Podsumowując

Przyznaję szczerze, że mam mieszane uczucia odnośnie paskudy. Jest to dalej Saab, do którego mam wielką sympatię. Niestety jest kilka szczegółów, które wcale auta nie poprawiły. Wiele z nich to kwestia gustu, ale klimat wnętrza samochodu jeszcze z lat ‘90 został zminimalizowany. Czuć, ze auto jest nowsze, co dla większości użytkowników będzie na plus. Saab nie był w świetnej kondycji finansowej w czasach wypuszczania nowego modelu w roku 2006. To czuć, że w kilku miejscach oszczędzono na jakości. Jest to jednak dalej auto luksusowe i jazda samochodem cieszy. Silnik naprawdę daję kopa, auto jest zwarte i pewne, a przy tym w dalszym ciągu wygodne.

Mimo wszystkich minusów, które zawsze muszę znaleźć, polecam ten model Saaba, za niewygórowane pieniądzie (dobre egzemplarze znajdziemy za 20-30 tysięcy w zależności od wersji) dostajemy kawał samochodu, który wcale nie jest problematyczny i wymaga opieki jak każde inne auto.

W większości szczegółów jednak „Paskuda” pozostała starym SAAB’em.