Mini Cooper S

Mały zielony wariat. Mini recenzja

Tym razem wyjątkowo krótko – bo taki też sam test był. Szybka przejażdżka i krótka ocena. Wszystko w małym wymiarze dlatego, że samochód też był mały. No może z założenia. Mowa oczywiście o Mini Cooper S pierwszej współczesnej generacji. Testowaliśmy już oryginalne Mini. Z nowym nie jest już tak ciekawie. Oczywiście ciężko porównywać konstrukcje, które dzieli 40 lat, ale nazwa w pewien sposób je wiąże.

Wygląd

Trafiła nam się dość ciekawa wersja. Dla wielu Mini to obowiązkowy czarny lakier i biały dach + białe paski na masce. Dla mnie też, ale testowane połączenie szarości z zielonym wyglądało hmm.. no na pewno ciekawie.

Matowy lakier (sprostowanie: naklejona folia – w kilku miejscach nieudolnie) praktycznie na każdym samochodzie wzbudza zainteresowanie. Zdarzało się już widywać matowoczarne Lanosy, za którymi wzrok jakoś sam podążał. Dodajcie do tego zielone felgi o świetnym wzorze i pokaźnym rozmiarze oraz dodatki w tym samym kolorze, a auto naprawdę może się podobać.

Wnętrze

Lekki bałagan. Tak można opisać to co się dzieje we wnętrzu. Przyciski rozrzucone w różnych miejscach, prędkościomierz na środku – to tylko niektóre rzeczy, które mogą przy pierwszym spotkaniu zrazić do samochodu. Miejsca z przodu całkiem dużo, jednak z tyłu najlepiej rzucić jakieś pierdoły i nie zmuszać nikogo do podróżowania.

Jazda

Testowana wersja miała ponad 160 KM. Mały pocisk potrafił się zerwać, jednakże z minimalnym opóźnieniem. Auto, co akurat łączy je z protoplastą, można porównać trochę do gokarta – twardo, lekko topornie i niezbyt wygodnie na dziurawych nawierzchniach. Miałem już styczność z Mini I generacji i moje wrażenia zza kierownicy potwierdziły się. Może gdyby wyjechać na gładkie kręte drogi samochód odkupiłby się, ale na wrocławskich dziurach niestety nie zachwycił zachowaniem.

Podsumowanie

Ciężko o rzetelną ocenę po chwili obcowania z samochodem. Na swoją obronę mogę powiedzieć, że często pierwsze wrażenie jest najważniejsze, a to nie było najlepsze.

Nigdy nie byłem fanem nowego Mini. Zbyt na pokaz, ot modna zabawka. Ale jak widać wielu osobom się to podoba – wszak trochę ich po naszych ulicach jeździ, nie mówiąc już o zachodzie Europy. Zastanawiam się tylko nad coraz to nowszymi generacjami i nazwą Mini – staje się ona coraz mniej trafna…

Podziękowania dla Marcina za udostępnienie samochodu.