Jaguar E-Type Lightweight powraca

tylko dla wybranych...

I live again!” – chciało by się zacytować głównego bohatera pewnej szalonej gry FPS z lat 90′, mianowicie Blood. Otóż rozpoczęcie owej, jakże wspaniałej gry, rozpoczynało się ni mniej ni więcej od tego, że główny bohater zostaje wskrzeszony – bliżej mi nieznanymi/niezapamiętanymi – siłami, wstaje z sarkofagu, rzuca powyższe zdanie i rusza z jeno widłami w rękach, przeprowadzać totalną rozwałkę, okraszoną hektolitrami krwi. Klasyka.

Dzisiaj chciałbym napomknąć o innym klasyku – Jaguar E Type. Przez wielu uznawany, za samochód ponadczasowy. Zgarnął wiele nagród jako najpiękniejsze auto wszechczasów. Ikona popkultury, ikona motoryzacji. Synonim motoryzacji w ogóle. Jego najmocniejsze wersje odnosiły wiele sukcesów w przeróżnych wyścigach. Wszystko to wraz z zasobnością portfela ówczesnej klientelii Jaguara spowodowało, że firma zdecydowała się wyprodukować 18 sztuk Jaguar E-Type Ligthweight.

Była to specjalna wersja E-Type, stworzona aby sprostać żądaniom tych, którzy chcieli zapłacić okrągłe sumki, dostając w zamian sportowe cacko, którymi mogli realizować wyścigowe pasje, marzenia – ot chociażby startu w klasyku 24 godzinnym: Le Mans. Samochód, jak nazwa sugeruje, został odchudzony względem standardowych wersji poprzez amelinowy aluminiowy blok silnika, wyrzucenie precz wszelakich udogodnień wewnątrz kabiny. Sześciocylindrowy silnik o pojemności 3.8l generował 300KM co predysponowało E-Tyle Lightweght do wygrywania wyścigów, jeden za drugim. Produkcja została zaplanowana na dokładnie 18 sztuk – wyprodukowano zaś tylko 12 egzemplarzy.

„Until now” – cytując Jaguara. Wieści krążące po internetach, wskazują, że pewni panowie z ww. koncernu podczas jednej z popijaw, mając już zdrowo w czubie, wpadli na genialny pomysł, dokończenia dzieła 18 ekstremalnych E-Type. Na drugi dzień, gdy otrzeźwieli, kac minął a pomysł był nadal w ich głowach,  zakasali rękawy i postanowili dokończyć to, co ich firma obiecała ponad 40 lat temu. 6 brakujących samochodów zostanie wyprodukowanych do 2015 roku. Będą zbudowane w dokładnie taki sposób, jak tworzono samochody w latach 60′ – na pokładzie samochodu trudno będzie szukać tony elektroniki, systemu GPS, automatycznie sterowanej klimatyzacji, czy asystenta parkowania. Będzie to goła, brutalna i bardzo droga wersja klasycznego E-Typea. Cena? Około 1.5 mln €. Powiadają, że wszystkie 6 sztuk zostało już zarezerwowanych.

Jakkolwiek by nie odbierać akcji Jaguara, jestem zdania że wykonali doskonałą robotę (i jak tu mówić, że alkohol szkodzi). Wskrzeszenie z martwych takiego klasyka w żaden sposób nie może być odebrane źle. Dodatkowo biorąc pod uwagę fakt, że 6 szczęśliwców będzie w posiadaniu nowiuśkiego E-Type, w najbardziej odbajerzonej wersji, wprost nie wiem co napisać. Czy to, że zżera mnie zazdrość, czy to, że po prostu im gratuluję… Pozostańmy przy gratulacjach, zazdrość wzbudza niezdrowe emocje, a klasycznym Jaaaaagiem nie sposób się nie fascynować.

Jako wisienkę na torcie polecam obejrzeć film od Jaguara, który w kinowy sposób prezentuje naszego dzisiejszego bohatera: klik!

Zdjęcia pochodzą z witriny www.jaguar.com.