Mniej więcej w połowie grudnia chwaliłem się początkiem testu urządzenia o tajemniczej nazwie Coyote S. Z tym podróżnym pomocnikiem pokonałem kilkaset kilometrów i mogę podzielić się z Wami kilkoma spostrzeżeniami. Rozbijmy je zatem według jego funkcji.

Antyradar

W tym głównym zadaniu Coyote S sprawuje się znakomicie. Faktem jest, że przez ten czas nie przejechałem za wiele tras, których nie znam. Na trasach, na których wiem gdzie stoją radary stacjonarne urządzenie za każdym razem o nich informowało.

Na trasach, na których jeździmy często może się to wydawać mało pomocne, ale nie jednokrotnie się zamyślimy czy nie przypilnujemy prędkościomierza. I tu z pomocą przychodzi nam Coyote S, który zaczyna mrugać i od razu wiemy, że musimy zwolnić. Tutaj pokazuje się jego inna zaleta – trzyma nas w pogotowiu w takich momentach.

Systematycznie, co kilka miesięcy, pokonuję trasę Wrocław-Nachod. Zawsze na tej trasie były z tego co pamiętam 2 radary. I tu niespodzianka: pojawiły się nowe sztuki. Przed wszystkimi skutecznie ostrzegł mnie Coyote S. Wielki plus dla niego!

Oprócz tego, że póki co Coyote S skutecznie ostrzega przed istniejącymi fotoradarami stacjonarnymi, a fotoradarów przenośnych nie natrafiłem to raz czy dwa zdarzyło mu się zamrugać w miejscu, w którym kontroli nigdy nie było i raczej nie będzie. Pewnie inny użytkownik przez pomyłkę zgłosił w tym miejscu kontrolę, a Coyote (jakże prawidłowo) się posłuchał.

Asystent podróży

Aktualne ograniczenie prędkości w danym miejscu Coyote pokazuje naprawdę trafnie, aż sam się momentami dziwiłem. Staram się oczywiście nie wgapiać w to co pokazywane jest na ekranie, w końcu każde takie urządzenie ma być tylko swego rodzaju pomocnikiem, asystentem, a nie alfą i omegą. Nie zwalnia z obowiązku patrzenia na znaki, może się pomylić, a policjantowi przecież nie powiecie, że jechaliście 70 km/h bo tak pokazywało Wam urządzenie.

Niestety, chociaż będąc poprawnym „stety”, nie natrafiłem na żadne zdarzenie drogowe, przed którym mógłby mnie ostrzec Coyote S, ale jest to jak najbardziej w jego możliwościach. Jakieś dwa razy natomiast, mijałem przydrożny patrol policji i Coyote S ani razu “nie zakrzyczał”.

Wideorejestrator

Na całe szczęście wideorejestrator nie był mi potrzebny, ale zerkając na niego podczas trasy widzę, że jest czujny, a jakość obrazu za dnia jest naprawdę dobra. W nocy poza miastem, tak jak wspominałem ostatnio, jest mało użyteczny. Lepiej wtedy się przełączyć na tryb wyłącznie asystenta podróży.

Wady i zalety?

Zalet urządzenia już kilka wymieniłem. Przede wszystkim jest to funkcja ostrzegania przed fotoradarami – zarówno tymi stacjonarnymi jak i mobilnymi.

Wady? W moim przypadku problem z ładowaniem urządzenia. Nienawidzę kabli i mam długi kabel przeciągnięty przez pół samochodu, porządnie ukryty i podłączony do gniazdka zapalniczki za podłokietnikiem. Niestety, przedłużanie kabla i jego długość powodują, że urządzenie nie ładuje się należycie, mimo oryginalnej ładowarki. Urządzenie jednak posiada dość dobrą baterię, która starcza na 2-3 godzinną jazdę bez ładowania. Później Coyote S można bardzo szybko podładować w domu za pomocą ładowarki microUSB.

Konkurs

I tak jak ostatnio zapraszam Was gorąco do konkursu. Wszystkie informacje już za kilka dni!